jestem
przyszłam opis ślubu zrobić
mam nadzieję, że mi się uda
Zaczynam:
Dzień przed
piątekByłam umówiona na 15 do kosmetyczki na paznokcie. Ale wcześniej musiałam w tym samym mieście co kosmetyczka zakupić owoce na całe wesele i pozostałe brakujące rzeczy.
Wstałam raniutko, zjadłam śniadanie i pojechałam wielkim samochodem <busem>pojechałam na giełdę owocowo warzywną zakupiłam wszystkie owoce i warzywa. Samiutka wszystko załadowałam na busa i pocisnęłam do kosmetyczki do centrum wielkim samochodem - okazało się, ze na parkingu obok kosmetyczki nie ma miejsca dla "mojego" wielkiego auta

i musiałam zaparkować spory kawałek dalej i przybiec na piechotkę ale, że było już późnawo biegłam bardzo szybko. U kosmetyczki spędziłam ponad dwie godziny nie przyzwyczajona do wielkich paznokci nie bez kłopotów dojechałam do domu jeszcze sama rozładowałam busa i uprzątnęłam towar zakupiony przeze mnie a było tego sporo bo praktycznie cały bus załadowany. Nie było nikogo kto mógłby mi pomóc bo każdy był zajęty innymi rzeczami, jedni gotowaniem inni kończeniem ubierania sali, jeszcze inni ubieraniem wiejskiego stołu, przystrajaniem bram wjazdowych itp.Roboty było masę <szok>
ja poszłam spaś około 1 i to mama mnie wygoniła. Mój mąż jeszcze później a rodzice pewnie w ogóle się nie kładli.
sobotaraniutko przywieźli kibelki
Ja wstałam około 6 ubrałam się i pojechałam do Lublina do fryzjera. Najpierw był fryzjer potem kosmetyczka.
Byłam zadowolona z efektu szczególnie makijaż mnie zachwycił ponieważ jak wiecie mało się maluje i strasznie spodobał mi się efekt. Fryzura nie była szczególna ale mogła być.
Gdy zabiegi były skończone pojechałam do domku było już dość późno także zaczęłam stroić się. Pomagała mi mamka, która w między czasie sama się ubierała. Gdy wróciłam zauważyłam, ze całe otoczenie mojego domu było przybrane brzózkami ja nie wiem kiedy oni to zrobili.
Gdy ubrałam się zaczęli się schodzić chrzestni ponieważ oni byli przy błogosławieństwie. Około godziny 14,45 przyjechał Darek ze świadkiem i zaczęły się wykupiny tak zwane <nie wiem do końca na czym to polega ponieważ ja w tym czasie czekałam sobie zamknięta w domku

> mniej więcej chodzi o to, że moja świadkowa musi wykupić Pana Młodego wraz ze świadkiem

następnie Darek wszedł do domku pocałował mnie, zdjął mi buta wepchał pieniądza <taki zwyczaj>Byłam strasznie zdenerwowana ale mój mąż zachowywał się zacnie

Następnie zaczęło się błogosławieństwo nie obyło się bez łez nawet teściowa płakała

<szok> i ja off kors też
Ale jedno co zapamiętam z błogosławieństwa na zawsze łzy w oczach mojego tatusia, który generalnie rzadko wyraża takie uczucia raczej jest człowiekiem zawsze skrytym i opanowanym. Moja mama tak płakała i nie mogłam jej patrzeć prosto w oczy. Aha i zapomniałam dodać, że mama i tata mimo, ze mieli mało czasu na strojenie się wyglądali prze cudnie. Tak elegancko. <podziw> Ale było widać zmęczenie tyle dni nie wyspania musi zrobić swoje/
. Po błogosławieństwie wyszłam z domku autko było już ubrane świadkowa ze świadkiem ślicznie je przystroili <taki zwyczaj u nas, że autko ubierają świadkowie podczas trwania błogosławieństwa>
Potem Kościół.
Msza był przepiękna trwała prawie godzinę ale dla mnie tak przeleciała jakby to 5 minut było.Przez mszę też ryczałam ze wzruszenia. Miałam taką niespodziankę bo na chórze śpiewała moja przyjaciółka kochana a ja o tym wcześniej nie wiedziałam i jak usłyszałam jej głos to nie mogłam się powstrzymać .Śpiewała tak pięknie. Mój brat młodszy kochany czytanie czytał
Jak wymawialiśmy sobie przysięgę patrzyliśmy sobie głęboko w oczy
Teraz nawet jak o tym piszę po 4 m-cach mam łzy w oczach.
Kościół był pełen ludzi. Takie skupienie na ich twarzach się malowało. Zapomniałam jeszcze dodać, że podczas mszy na dworze rozpętała się straszna burza

ale gdy tylko wyszliśmy z Kościoła pioruny przestały walić i deszcz przestał padać.
Po Kościele masa cudnych życzeń. Gdy wszyscy goście złożyli życzenia pojechaliśmy an cmentarz ponieważ do mojego męża taty zapaliliśmy znicz położyliśmy kwiaty , pomodliliśmy się i pojechaliśmy.
Po drodze kilka bram było <jak ja tego nie cierpię>
Gdy zajechaliśmy rodzice musowo przywitali nas chlebem i solą i mama powiedziała wierszyk ten który był na kartce z życzeniami i bukietem od Twiggie i Katjoszki <kochane> strasznie jej się ten wierszyk spodobał i nauczyła się go na pamięć. Potem mąż wtargał mnie i zaczęła się imprezka.
Obiad , pierwszy taniec potem my pojechaliśmy na sesję do fotografa. Wszystko jak przez mgłę pamiętam .
Gdy wróciliśmy wesele trwało w najlepsze wszyscy się super bawili mój tatuś zachwycony , że goście dopisali taki dumny był.400 osób bawiło się wyśmienicie.
Staraliśmy się z mężem z każdym zamienić choć słowo.
Ale to był najcudowniejszy dzień w moim życiu.
Każdy chwalił, że na lepszym weselu z życiu nie był. <dumna i szczęśliwa>
Potem tort, oczepiny i zabawa do białego rana. Każdy z gości dostał nasze zdjęcie z napisem "pamiątka Ślubu Basi i Darka" Fotograf się spisał i gotowe zdjęcia dla gości przywiózł nam na 23 także świeżutkie zdjęcia powędrowały w ręce gości.
niedzielawszyscy goście byli zaproszeni na 15
my jako gospodarze z każdym z osobna przywitaliśmy się , zapraszaliśmy za stoły wszystkich nowo przybyłych gości.
I znów obiad i zabawa do białego rana
Ostatni goście poszli do domu o 5 rano.
poniedziałekkolejny dzień tym razem impreza rozpoczęła się o 18. Zespół był z nami przez wszystkie dni. W ostatni dzień ostatni goście pojechali około 4 rano.
Rodzice starali się o to, żeby każdy dostał kawałek ciasta ślicznie zapakowany.
Po weselu non stop ktoś dzwonił i mówił, że wesele było super jeszcze raz gratulowali i życzyli szczęścia
nie potrafię opisać jaka byłam szczęśliwa , ze wszystko się udało.
Było kilka wpadek, rzeczy które teraz bym zmieniła ale te chwile cudowne przyćmiło to wszystko i pozwólcie, że teraz celowo je pominę
Potem nastało wielkie sprzątanie
ale tego już Wam zaoszczędzę i nie będę opisywać .
Przepraszam, ze tak się opisałam ale nie potrafiłam inaczej tego opisać.
Mam nadzieję, ze nie zanudziłam Was