Ślub Klaudii i Krzyśka

Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez Calitha Pt, 18 wrz 2009, 20:37

Najpierw opiszę przygotowania,potem ślub,na końcu wesele :grin:


Przygotowania
Jak już przyjechaliśmy do Gorzowa,nie wiedziałam,w co ręce wsadzić.Do zrobienia było bardzo dużo,w moim kalendarzu każdy dzień był zaplanowany.Już pierwszego dnia spotkaliśmy się z kobietą od sali. Na szczęście wzięliśmy ze sobą teściową,pomogła wybrać menu itd.Omówiliśmy dekoracje i wszystko,no i przyszło do umowy...I tu okazało się,że umowy nie ma!!!! No tak po prostu ta kobieta nie daje umów...Szczena mi opadła dosłownie. Babka stwierdziła,że ona gwarantuje,że wszystko będzie ok,że nigdy do tej pory nie dawała umowy,że nie było potrzeby.Musiałam wyjść na zewnątrz złapać powietrza,bo aż mnie dusiło z nerwów...Skończyło się na tym,że teściowa wzięła wszystko na swoją odpowiedzialność,a ja machnęłam ręką,zabrałam dziecko <byliśmy tam z malutką> i poszłam do samochodu.Nie podobało mi się to wcale.Mało tego,okazało się,że za osobę płacimy 140 zł,a nie 120 czy 125 jak było na początku ustalone...Za dzieci do lat pięciu nie płaciliśmy nic,od pięciu wzwyż wołała całą stawkę,ale wytargowaliśmy połowę-bez przesady,na weselu miały być dwie czteroletnie dziewczynki i dwóch sześcioletnich chłopców,ile może zjeść taki smarkacz?Umówiliśmy się,że wódkę i winko przywieziemy tam w czwartek i pojechaliśmy do domu.

Następnego dnia miałam próbnego fryzjera i makijaż.Fryzjerka jednak nie czesała mi całej fryzury,tylko pokazała mniej więcej co to będzie-świetna babka,sama zaproponowała mi fryzurę,doradziła itp.Była u mnie bardzo krótko,z jakieś 10 minut.U mówiłam się z nią na godzinę 10.w dniu ślubu,bo jak sama stwierdziła,ona czesze szybko,obiecała że w 40 minut się wyrobi.Za swoją wizytę nić nie wzięła,kasuje tylko czesanie ślubne.Sytuację wykorzystała teściowa,która umówiła się z nią też na czesanko w dniu ślubu,tyle że na godz.14.Umówiła się z nią dodatkowo na środę przed ślubem na podcięcie włosów.O godz. 19. przyjechała makijażystka,pokazałam co mi się podoba,jak wygląda suknia,jaki będzie bukiet i wzięła się do roboty.
Makijażystka pracowała nade mną jakiś czas,z końcowego efektu byłam dość zadowolona,chociaż nie zachwycona.Podkład był położony super,cera była idealna,tylko kolor cieni mi się nie podobał,było za dużo popielatego,wyglądało to jakoś lodowato.Ustaliłam,że do ślubu ma być oko w brązach,nie czułam się dobrze w tym szarym.Ale chciałam zobaczyć jak będę wyglądać,stąd najpierw zażyczyłam sobie szary.Oczywiście nie byłabym sobą,gdybym nie przetestowała trwałości makijażu- najpierw się popłakałam :grin: a potem popełniłam największy grzech-położyłam się do łóżka bez zmycia tapetki :grin: No ale nic się nie stało,cera nie ucierpiała,a najważniejsze,że makijaż pozostał nienaruszony,a moja ciekawość zaspokojona:grin:

Następnego dnia mieliśmy spotkanie z DJ`em,takie już ostateczne,z ustaleniem konkretnych godzin i podpisaniem umowy.Wcześniej pojechaliśmy kupić wódkę...z małą,bo nie mieliśmy co z nią zrobić.Komicznie to wyglądało- wsadziliśmy Karolkę do sklepowego wózka,więc przy kasie stanowiliśmy sensację-dziecko siedziało obok kartonów w wódą :grin: No ale trudno,przecież nie będę każdemu tłumaczyć sytuacji :twisted:
Potem spotkanie z księdzem,ustalenie świadków i przebiegu ceremonii.

Kolejne dni opiszę wspólnie,bo za dużo musiałabym się rozpisywać.Upłynęły mi one w ogromnym stresie,ponieważ okazało,że się Krzysztof ma grypę<zachrzaniałam pieszo po jakieś leki dla niego,a wierzcie-blisko nie było>.Do tego wszystkiego dochodziły poszukiwania dziewczyny,która zrobi mi pazurki-okazało się,że tego dnia,na który miałam umówione robienie w salonie nie będzie miał mnie kto tam zawieźć,a ja sama tam nie trafię.Dojazd autobusem tak pokręcony,że szkoda gadać.Taksówka odpada,bo odległość taka,że zapłaciłabym jakieś 150 zł za kurs :-o Szukałam więc po necie ogłoszeń dziewczyn,znalazłam parę,podzwoniłam.Nawet umówiłam się z jedną,ale okazało się,że teściowa znalazła namiar wśród swoich koleżanek z pracy-synowa jednej z nich zajmuje się pazurkami i przyjeżdża do domu :grin: Umówiłam się więc z tą babeczką na czwartek przed ślubem,na godz. 19.Ten czwartek był w ogóle wariackim dniem,ale to za chwilę.Z innych "przyjemnych" rzeczy:tydzień nie mogłam dodzwonić się do organisty,żeby mu powiedzieć,że mu dziękujemy bo mamy kogoś innego.Masakra.Trzeba było<czytaj ja musiałam> posprzątać cały dom-poprawiny miały być w domu,więc musiało lśnić.Umyłam okna <trzy pokoje i kuchnia>,powycierałam wszystko;meble,podłogi,nawet drzwi.Łazienkę tez trzeba było posprzątać,a tam najtrudniej utrzymać porządek-wyobraźcie sobie dom na gospodarstwie-jedno mycie rąk po powrocie z obory i umywalka czarna jak ta ziemia. Żeby było mało,zepsuła się terma do grzania wody-raz odpalała,raz nie-szczytem było,kiedy musiałam zmyć z włosów farbę,a nie było ciepłej wody w kranie i musiałam sobie grzać...Na szczęście brat Krzyśka szybko kupił nową,inaczej nie wiem,jakby wyglądało nasze mycie,o kąpaniu malutkiej nie wspominając.

Generalnie,atmosfera była gęsta-ślub ślubem,przygotowania trzeba posuwać do przodu,a tu życie ma swój naturalny bieg,którego nic nie może zakłócić-chora babcia,którą co sobotę odwiedza ksiądz i trzeba posprzątać i przyszykować jej pokój,teściowa,która musi chodzić do pracy,na dodatek na nocki-odsypiała w dzień,trochę ciężko było przy moim wszędobylskim,głośnym dziecku.Michał-brat Krzysztofa,który gospodarstwo prowadzi sam,haruje ostro,który musi dostać obiad,bez względu na wszystko...W ogóle nie mieliśmy czasu dla siebie,zero.Albo było sprzątanie,albo robienie czegoś innego.Krzysiek jak wydobrzał,to pomagał bratu.Nie ma lekko-było drewno do porąbania,które potem trzeba było wrzucić do piwnicy- osobiście nosiłam te kawały drewna,pilnując,żeby sobie tylko rąk nie pokaleczyć niczym,bo ślub coraz bliżej.Krzyśkowi się ta sztuka nie udała,lewą <na szczęście> rękę miał całą obtartą.Do tego moje dziecko,które zachwycone gospodarstwem co chwila chciało na dwór oglądać kurki,krówki i świnki...Szału można było dostać.Sprzątaniu tam nie było końca.Co posprzątałam,to wieczorem znowu był syf...Na koniec wyszło tak,że z trzech pokoi do dyspozycji zrobił się nagle jeden.Dlaczego?Ponieważ poprawiny niedzielne miały być w domu,trzeba było przygotować stoły.Ustawiliśmy stoły w jednym pokoju,wcześniej wynosząc z niego ławę,fotele do pokoju babci-istna graciarnia,i łóżko,które wylądowało w szopie.Nie dość,że dostęp do szafy z naszymi rzeczami był utrudniony,to jeszcze zabrakło łóżka i nie było gdzie spać<teściowa poszła spać do sąsiadki,haha>,nie mówiąc już o tym,że ubierać się do ślubu mieliśmy w jednym pokoju...

Czwartek przed ślubem był wariackim dniem.Poszłam sprzątać kościół z teściową,potem pojechaliśmy zawieźć do kwiaciarni wazony z kościoła,potem trzeba było jechać zawieźć alkohol na salę.Na 19. przyjechała babka robić mi paznokcie,a teściowa wzięła małą i Krzysztofa na ostatnie zakupy.Na piątek też było mnóstwo rzeczy zaplanowanych,z wyprasowaniem spodni garniturowych dla Michała włącznie-Kinga się nie pojawiła ani na chwilę przez ten czas.Naprawdę miałam dość.Nie wspomniałam jeszcze że w międzyczasie dostałam telefon od mojej przyjaciółki,że nie może przyjechać na wesele,bo jej Maciej miał wypadek na motorze i leży w szpitalu...A dzień później zadzwoniła chrzestna Krzysztofa z płaczem,że jej córeczka jest w szpitalu w Szczecinie i też się nie zjawią...Na szczęście chrzestna zrobiła nam niespodziankę,bo na wesele przyszła-jak się potem okazało,córeczce się poprawiło,wyniki badań były lepsze,więc ją puścili do domku.

Kiedy zbliżała się TA sobota to miałam mieszane uczucia.Jakoś nie przeżywałam tego specjalnie.Stres był,ale nie związany ze ślubem i weselem,tylko jako wynik mojego wkurzania się przez dwa tygodnie,mojej harówki...Bardziej przerażało mnie to,że moje dziecko zaliczyło glebę i ma strupek pod noskiem,naprawdę :grin: Jedyną moją myślą związaną z sobotą było: "kurde,żebym tylko nie dostała rozwolnienia..."

12.09.2009- ten dzień
Obudziłam się o 6.30.Mogłam jeszcze pospać,ale gdzie tam...wstałam,żeby zrobić sobie kawę.Babcia Krzysztofa też już wstała.Pogoda była nijaka,takie też było moje samopoczucie.Upiłam łyczka kawy...i poleciałam do łazienki...rozwolnienie,hahahah :grin: :grin: :grin: Babcia dała mi Stoperan :? ,ale zanim zaczął działać,to sobie wyobraźcie...Normalnie się trzęsłam z nerwów...Pięknie,cały czas przed ślubem nerwicy nie miałam,a w dniu ślubu co? Z nawiązką :grin: Wzięłam szybki prysznic.Na uspokojenie dmuchaliśmy balony,żeby udekorować troszkę podwórko.Największą frajdę miała Karolinka,baloniki się jej podobały.Chwilę pogadaliśmy sobie i zrobiła się godz. 10.Przyjechała fryzjerka,no i się zaczęło.Małą trzeba było zabrać na dwór,żeby się nie kręciła za dużo i nie wołała mnie.Po 40 minutach fryzura była gotowa,a ja bardzo zadowolona z efektu końcowego,chociaż jak już miałam spięte moje sięgające po pas kłaki to zaczęłam myśleć,że może jednak mogłam mieć rozpuszczone...Krzysiek jednak stwierdził,że mu się podoba,więc przestałam o tym myśleć.Na 11.przyjechała makijażystka.Zrobiła mi oko w brązie,tak jak chciałam.Z makijażu byłam baaardzo zadowolona.Przede wszystkim dlatego,że czułam się sobą.Miałam na sobie tonę kosmetyków,a jednak całość wyglądała lekko i nie przytłaczała mnie.Zostałam pochwalona przez obie kobitki,że nie mam welonu ani żadnego diademu,bo to by była przesada.Ba,przecież dobrze o tym wiedziałam :grin:
Nagle zrobiła się godz. 12. :-o
Tuż po godzinie 12.przyjechał mój brat z bratową.W zasadzie to Krzysiek po nich pojechał bo nie miał ich kto odebrać.W drodze powrotnej miał podjechać do kwiaciarni po mój bukiet. No i jak na niego przystało,zapomniał o tym,więc musiał jechać jeszcze raz.Kamerzysta i dekoratorka kościoła-małżeństwo spóźnili się o prawie dwie godziny...domyślcie się,co przeżyłam,hehe.W końcu wszyscy dotarli-mój brat zajął się moją córcią,dekoratorka zabrała się za strojenie auta,a ja za prysznic i ubieranie się.Pomagała mi bratowa,poszło w miarę szybko,bawiła się tylko z gorsetem,bo byłam wymagająca,hehe.Nagle ni z gruchy,ni z pietruchy do pokoju wszedł Krzychol.I oboje staliśmy oniemiali-on bo zobaczył mnie w sukni,a ja bo zobaczyłam mojego przyszłego męża w samych gatkach,podczas kiedy za 20 minut mieliśmy wyjeżdżać na plener...
Krzysiek na szczęście ubrał się sam,moja bratowa nie musiała mu pomagać :grin: Do małej przyszła opiekunka- bardzo zaufana przyjaciółka mojej teściowej-nikomu innemu bym dziecka nie oddała,mój brat z bratową mogli się spokojnie szykować.Dekoratorka ustroiła auto i poszła stroić kościół.A ja stresior na maxa....
cdn.
Ostatnio edytowano Wt, 5 sty 2010, 20:02 przez Calitha, łącznie edytowano 7 razy
Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Calitha
Młody Adept
 
Posty: 2013
Dołączył(a): Cz, 16 paź 2008, 12:42
Lokalizacja: Szczecin/Bydgoszcz/Gorzów Wlkp.
Wiek: 31
GG: 9145928
Data ślubu: 12 września 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez panna_młoda So, 19 wrz 2009, 09:23

caltha ale trzymasz nas w napieciu, a babke bym rozerwała na strzepy
Obrazek
Obrazek
panna_młoda
Czarownica
 
Posty: 5745
Dołączył(a): Wt, 28 paź 2008, 10:27
Lokalizacja: dolnośląskie
Wiek: 27
Data ślubu: 30 maja 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez aniakins So, 19 wrz 2009, 09:28

czekam na dalszy opis :)
ObrazekObrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
aniakins
Mistrz magii
 
Posty: 11413
Dołączył(a): N, 13 lip 2008, 14:31
Wiek: 29
GG: 0
Data ślubu: 6 czerwca 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez joanna So, 19 wrz 2009, 16:49

swietnie sie czyta

a co do knajpy, to ja tez nie mialam umowy, ale sie tym nie denerwowalam
tam sa wesela niemalze co tydzien, sama bylam na jednym, wiec wiedzialam, czego sie spodziewac
moze to i malo profesjonalne, ale skoro zawsze tak robia i nikt sie nie skarzy, przeciwnie, wszyscy sa zadowoleni, wiec czego ja mam sie czepiac...
Avatar użytkownika
joanna
Czarownica
 
Posty: 5781
Dołączył(a): Wt, 15 lip 2008, 14:07
GG: 0

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez migotka N, 20 wrz 2009, 13:20

No Calitha czekamy na reszte, a co chodzi o umowe,
to tez nie mialam zadnej tylko zaswiadczenie ze dalam zaliczke.
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
migotka
Mistrz magii
 
Posty: 8441
Dołączył(a): N, 13 lip 2008, 11:53
Lokalizacja: Rybnik/Liege
Wiek: 30
GG: 0
Data ślubu: 16 lipca 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez joanna N, 20 wrz 2009, 13:48

Migotka, ja zaliczki tez nie dawalam - w sumie ok - nie ma umowy, nie ma zaliczki
w poniedzialek przed weselem podalismy tylko ostateczna liczbe gosci i ustalilismy ostateczne menu...
Avatar użytkownika
joanna
Czarownica
 
Posty: 5781
Dołączył(a): Wt, 15 lip 2008, 14:07
GG: 0

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez migotka N, 20 wrz 2009, 18:18

Ja musialam dac zaliczke 500 zl, a reszte placilam po weselu.
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
migotka
Mistrz magii
 
Posty: 8441
Dołączył(a): N, 13 lip 2008, 11:53
Lokalizacja: Rybnik/Liege
Wiek: 30
GG: 0
Data ślubu: 16 lipca 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez Calitha Śr, 23 wrz 2009, 11:21

Dopisałam trochę w pierwszym poście :grin:
Ostatnio edytowano Śr, 23 wrz 2009, 12:08 przez Calitha, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
Calitha
Młody Adept
 
Posty: 2013
Dołączył(a): Cz, 16 paź 2008, 12:42
Lokalizacja: Szczecin/Bydgoszcz/Gorzów Wlkp.
Wiek: 31
GG: 9145928
Data ślubu: 12 września 2009

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez Mallyna Śr, 23 wrz 2009, 11:47

haha sprytnie ;)
<Cali daj ten tekst do 1 postu ;) >
Obrazek Obrazek
Avatar użytkownika
Mallyna
Mistrz magii
 
Posty: 8604
Dołączył(a): N, 13 lip 2008, 20:49
Lokalizacja: Warmia i Mazury
Wiek: 29
GG: 9297202
Data ślubu: 6 września 2008

Re: Ślub Klaudii i Krzyśka

Postprzez joanna Śr, 23 wrz 2009, 17:15

swietnie, nie ma co

stress przedslubny end co, haha
czekamy na cd, Calitha
Avatar użytkownika
joanna
Czarownica
 
Posty: 5781
Dołączył(a): Wt, 15 lip 2008, 14:07
GG: 0

Następna strona

Kto przegląda forum ślubne

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Moderatorzy: witch, twiggie, KatjaMJak przebiegł, czy wszystko poszło tak jak sobie wymarzyliście...