Przede wszystkim przyjechaliśmy dopiero na tydzień przed ślubem do Inowrocławia Bo Jakub nie miał wcześniej urlopu. Całe szczęście, że w lipcu miał kilka dni wolnego bo udało nam się załatwić urząd, zamówić obrączki i zarezerwować salę na obiad. Ale po przyjeździe musieliśmy odebrać obrączki i od tego zaczęliśmy. Żeby było śmieszniej okazało się, że moja obrączka jest co najmniej o rozmiar za mała. Na szczęście dość szybko udało się naprawić błąd i wszystko było już ok. Potem oczywiście sala. Pojechaliśmy wybrać jadłospis i zapłacić. Kwiatów szukałam chyba przez trzy dni i szczerze Wam powiem, że obawiałam się już, że pójdę do ślubu bez bukietu, ale udało mi się znaleźć kwiaciarnie, w której pani zrobiła mi wiązankę.(Teraz już się suszy, ale na zdjęciach trochę widać). Potem zdawałoby się wszystko załatwione sukienka i mundur wyczyszczone i wyprasowane, wszystko gotowe i ok, ale to co dopadło mnie w piątek....Tak jak wcześniej byłam spokojna tak w piątek trzęsłam się po prostu ze zdenerwowania. Chyba dopiero w piątek, kiedy już wszystko było załatwione i miałam czas usiąść dotarło do mnie co tak naprawdę się dzieje. Ale już w sobotę mimo stresów wszystko udało się wspaniale. Podczas składania przysięgi oboje płakaliśmy. Potem był obiad, który też przebiegł bez większych komplikacji,a jak kładliśmy się w końcu spać wieczorem to byłam taka zmęczona, że nie zdążyłam jeszcze przyłożyć głowy do poduszki i już spałam.



Chcę,żeby zawsze tak już było.By nigdy to się już nie zmieniło,że gdy mówimy"my",to znaczy"ja"i"Ty".Już zawsze, na zawsze.